Z wizytą na meczu wyjazdowym Newcastle Utd w Londynie!

4

Posted by Dajer | Posted in 2019 Arsenal-Newcastle | Posted on 05-04-2019, 17:25:52

arsenal-newcastle_1.04.2019

Historyczna wyprawa na wyjazdowy mecz Newcastle United stała się faktem! Londyn, stadion Arsenalu – chyba lepszego miejsca na debiut być nie mogło. Zapraszam do krótkiej relacji ekipy „Division Warsaw” z odwiedzin Londynu.

Gdy tylko okazało się, że jest szansa na zakup biletów na mecz wyjazdowy w Londynie długo nie myśleliśmy nad tym pomysłem. Dzięki pomocy memberowców (wielki dzięki JB za pomoc i koordynację całej misji transportu ticketów) zakupiliśmy 3 bilety i można było planować wycieczkę. Do Londynu ruszyliśmy z Bartkiem już w sobotę rano (Paweł dotarł w dzień meczowy). Lotnisko Luton, potem autobus do centrum i już o 10-tej rano oglądaliśmy Buckingham Palace :-). Oczywiście z wielotysięczną gromadą turystów z Azji :-). Tuż przy pałacu znajduje St James’s Park, więc też wstąpiliśmy po drodze na Trafalgar Square. Tam spojrzeliśmy na kolumnę admirała Nelsona i na „Nacjonal” Gallery, który mieliśmy odwiedzić „na dniach”, ale zabrakło czasu… Dalej klasycznie: przejście obok Downing Street (wygląda jak twierdza, uzbrojeni policjanci, solidna brama, słupy antyterrorystyczne, coś tam było widać z wejścia do siedziby Pani Premier UK), wieża zegarowa Big Ben (obecnie w  remoncie, także nierobiąca jakiegokolwiek wrażenia), Westminster Bridge a na nim od groma romów/cyganów, którzy bardzo mocno chcieli „przegrywać” z turystami w 3 kubeczki. Numer stary jak świat, nie z nami te sztuczki ;-). Na koniec spaceru dotarliśmy pod słynne londyńskie oko – Coca-Cola London Eye. Faktycznie jest wielkie, kapsuły przeszklone – o ile pogoda dopisuje to wrażenia nieziemskie. Po szybkim zwiedzaniu tzw. Westminsteru udaliśmy się do naszego hoteliku. Przytulne miejsce 15 minut od stadionu Chelsea. Polska obsługa, także nie można było narzekać – w odróżnieniu od wielkości naszego pokoju (jednak zdjęcia na booking.com trochę wypaczają rzeczywisty stan rzeczy ;-). Sobotni grafik był napięty, planem na wieczór był mecz Premier League: West Ham Londyn – Everton FC. Podjechaliśmy pod Stadion Olimpijski z pełnym przekonaniem, że w kasie zakupimy bileciki na mecz. Niestety jeden ze smutnych panów stewardów rzucił tekstem „sold out” czym spowodował lekką panikę w naszych szeregach. Na nic zdały się moje wołania „I need tickets ;-)” nikt nie chciał podejść z propozycją nie do odrzucenia. Postanowiliśmy więc mimo wszystko napierać na kasy – tam okazało się, że coś jednak jeszcze zostało i mogliśmy wejść na stadion. Sam obiekt zrobił na nas kolosalne wrażenie, świetna widoczność, piękna murawa. Niestety do poziomu areny nie dostosowali się gospodarze pojedynku, którzy dość gładko oddali 3 punkty Evertonowi przegrywając 0-2.

londyn-goolge

na takie widoki byliśmy nastawieni w Londynie ;-)

Niedzielne popołudnie przeznaczyliśmy na odwiedziny obiektu Chelsea. Stadion – mimo, że nie jakiś nowoczesny – fajnie komponował się z budynkami dookoła. Klubowy sklep też niczego sobie. Fajne jakościowo ciuchy, ciekawe wzory, ale że to Chelsea to… można było iść dalej ;-). Spacerkiem udaliśmy się w kierunku Tamizy, żeby dotrzeć do obiektu Fulham FC. Celowo napisałem obiekt, bo do stadionu to było daleko w kontekście tej budowli. Mały klubowy sklepik też niczym nie wyróżniał się – no chyba, że koszulkami Mitro ;-). Ewidentnie to obiekt na maksimum ligę Championship – co akurat jest już faktem, choć jak my tam byliśmy to zespół jeszcze był w stawce Premier League. Następny punkt programu to odwiedziny słynnego Wembley. Po długiej podróży dotarliśmy pod obiekt, na którym akurat rozgrywał się finał EFL Trophy pomiędzy Portsmouth a Sunderlandem (wygrana Portsmouth po karnych). Dzięki temu rozszyfrowaliśmy zagadkę obecności w Londynie wielu fanów w barwach Sunderlandu. Sam stadion już nie robił z zewnątrz wielkiego wrażenia – tym bardziej, że dookoła stadionu jest istny plac budowy, powstają nowe, wysokie budynki, które skutecznie zasłaniają widok na Wembley. Jak to wyglądało bez tych budynków? Wystarczy odwiedzić google streets – było zdecydowanie lepiej! Po Wembley wróciliśmy do hotelu zobaczyć szlagier Ekstraklasy: Wisła Kraków-Legia Warszawa. Wiadomo jakim wynikiem zakończyło się spotkanie, więc na poprawę humoru udaliśmy się pod Tower Bridge, zobaczyć miasto po zmroku. Tower of London, efektowny wieżowiec The Shard, przejście przez Tower Bridge, krążownik-muzeum HMS Belfast, Szekspirowski Globe Theater, rzut oka na Katedrę św. Pawła, most dla ruchu pieszego Millenium Bridge (nie zrobił wielkiego wrażenia po zmroku) i prosto pod londyńskie oko :-). Ciekawa iluminacja trzeba przyznać. Spacer zaliczony – można było zakończyć niedzielę.

Meczowy poniedziałek zaczęliśmy od kultury i sztuki. Na początek Muzeum Historii Naturalnej i gigantyczny szkielet dinozaura pod dachem muzeum. Oprócz tego wiele innych szkieletów, minerały, meteoryty etc. Na samym szczycie galerii znajduje się plaster wycięty z pnia sekwoi o średnicy 6 metrów – ciekawy eksponat :-). Następnie wybraliśmy się do słynnego Hyde Parku – w stronę Kensington Palace i jego ogrodów. W pałacu w przeszłości mieszkała księżna Diana a obecnie pomieszkuje na koszt państwa książę Harry ;-). Niestety nie pomachał przez okno… Następnie opuściliśmy Hyde Park i poszliśmy do Queen Mary’s Rose Gardens… odpocząć przez wizytą w Muzeum figur woskowych Madame Tussauds. Muzeum faktycznie – zgodnie z opiniami – robi ogromne wrażenie. Zdecydowana większość figur to bardzo wierna kopia oryginalnych postaci. Trudno wymienić wszystkie, począwszy od rodziny królewskiej, poprzez znanych sportowców, naukowców, polityków, kończąc na gwiazdach muzyki. Bardzo fajna atrakcja – polecam wszystkim! Po wizycie w muzeum dołączył do nas Paweł a to oznaczało punkt kulminacyjny wyjazdu: mecz Arsenal-Newcastle. Wejście na sam obiekt odbyło się bardzo sprawnie (nie licząc stewarda, który usilnie szukał u mnie noża…). Już na stadionie spotkaliśmy innych fanów z Polski, którzy też przyjechali dopingować „Sroki”. Sam stadion Arsenalu zrobił miłe wrażenie, duża pojemność, choć kompletu na meczu nie było. Doping tradycyjnie lepszy z sektora gości, gospodarze kilkakrotnie podnieśli głos oryginalnym okrzykiem „Arsenal!” oraz po bramkach. Te niestety padały tylko dla gospodarzy i w konsekwencji mecz zakończył się rezultatem 2:0. Ogólnie spotkanie bez historii. Po meczu wybraliśmy się jeszcze na Piccadilly Circus zobaczyć słynne telebimy z reklamami (za pierwszym razem pechowo trafiliśmy na „godzinę dla Ziemi” i wszystko było wyłączone) oraz spacerem udaliśmy się na Leicester Square.

Wtorek był dniem wyjazdu z Londynu. Zostały nam dwie atrakcje: londyńskie oko oraz London Dungeons (dom strachów). Wejście na London Eye odbyło się bardzo sprawnie. Widoki bardzo ciekawe. Szkoda jedynie, że we wtorek zastała nas typowo angielska pogoda. Delikatny kapuśniaczek z nieba skutecznie zrosił nam szyby kabiny od zewnątrz, więc jakość zdjęć pozostawia wiele do życzenia. Mgła (czy tam londyński smog) też nie pomagała. Kółeczko zajęło nam ok 30 minut. Ostatnim punktem na liście tego wyjazdu był dom strachów. Kilkanaście pokoi różnorodnych tematycznie, bardzo dobra gra aktorów, efekty specjalne – czasem można było się lekko wystraszyć ;-). Wyjazd zakończyła podroż do Luton i powrót samolotem na warszawskie Okęcie.

Ogólnie wyjazd należy ocenić na bardzo duży plus. Choć piłkarsko nie dał nam dużo satysfakcji to turystycznie odrobił to z ogromną nawiązką. Mało tego – wielu rzeczy nie byliśmy w stanie zobaczyć przez ograniczenia czasowe. Może następnym razem? Kto to wie ;-)

Podziękowania dla kompanów podróży, daliśmy radę, choć nie było lekko i oczywiście do zobaczenia na kibicowskim szlaku!

Toon Army Poland ON TOUR 2019

Zdjęcia z wyjazdu

przed meczem Arsenal – Newcastle [1.04.2019]

Comments (4)

Na spełnienie mego marzenia o byciu choć raz na Emirates muszę jeszcze poczekać… Tymczasem relacja z Waszego wyjazdu napędziła u mnie jeszcze większy apetyt ? To, że dane Wam było odbyć taką podróż jest dla mnie sporą niespodzianką. Bardzo dziękuję Dajer za obszerną, misternie opowiedzianą relację okraszoną masą szczegółów i ciekawostek. Dla mnie to tak, jakby być TAM i widzieć tę magiczną murawę, zaśpiewy kibicowskie, wchodzących graczy przy rykach dopingu, każdą minutę walki, parady, rytuały wygranych i pokonanych i panoramę trybun skąpanych w czerwieni. Poziom euforii, wykraczający ponad górne rzędy stadionu… Wiem, że trudno o większą satysfakcję jak dla mnie na teraz, na ten czas, gdy od 6 tygodni nie wychodzę z domu.. Dzięki jeszcze raz!

Emirates fajny, ale mówiąc szczerze większe wrażenie zrobił na nas stadion Olimpijski gdzie gra West Ham ;-)
Ogólnie polecam taką wycieczkę, choć portfel trochę ucierpiał ;-P

Widać, że wiele dobrego Was spotkało podczas wyjazdu. Fotografie pierwsza klasa.

Pozdro dla ekipy DW.

no było intensywnie :)

Post a comment

Dodaj komentarz

You must be logged in to post a comment.