XI zjazd fanów Newcastle United

Ustka 2013

Może zbyt szumnie brzmi słowo „zjazd”, ale nie ulega wątpliwości, że kolejne spotkanie fanów Newcastle – tym razem w Ustce – przeszło do historii. Atrakcji nie brakowało. Kto był ten z pewnością nie żałuje tych kilku dni nad polskim morzem :-).

Od początku mieliśmy sporo problemów ze zlotem datowanym na 2013 rok. Najpierw długo nie było miejscówki a gdy już się znalazła (dzięki Eljot – to Twoja zasługa!) to powstały cyrki z (nie)chętnymi do zlotu. O ile rozgrzeszam tych, co z braku konkretów zaplanowali sobie długi, sierpniowy weekend to zupełnie nie rozumiem takich, co nie pojechali, bo było… mało chętnych. No bez was niechętni było nas jeszcze mniej, ale nie takie już problemy fani Newcastle pokonywali. Skoro musimy od 3 lat oglądać parszywą, siwą mordę na ławce trenerskiej to inne problemy wydają się bardzo znikome :-D.

Z Eljotem ruszyliśmy pociągiem już we wtorek późnym wieczorem. Jak zwykle w takich przypadkach Eljot zadbał o odpowiedni nastrój w pociągu, więc nudno nie było. W Bydgoszczy dołączył do nas RiQ i we 3 dotarliśmy do Słupska, gdzie czekali na nas kibice z Wrocławia. Podróż wymęczyła nas trochę. Nie da się tego ukryć (no ale z Eljotem człowiek ma prawo się zmęczyć…). Kolejny etap podróży to PKS do Ustki i szukanie naszego „pensjonatu”. Niestety pogoda zrobiła nam niemiłą niespodziankę i zlot zaczął się od niemałego deszczu. Po wypoczynku w domku wybraliśmy się nad morze. Trasa do pokonania nie była krótka, ale jak już człowiek ma tak blisko to i te kilkanaście minut spaceru nie robiło wrażenia. Wzburzone morze, silny wiatr to nie były warunki do kontemplowania nadmorskich uroków, więc szybko zmyliśmy się do domu, aby -coś polać- obejrzeć mecz Polski. Polska wygrała, więc w dobrych nastrojach kontynuowaliśmy świetną zabawę w domku. Było sporo przebojów polskiej muzyki disco, ale dopiero, gdy zabrzmiał „Weselny klimat” impreza osiągnęła swoje apogeum. W okolicach domku pojawił się strażnik Texasu, który wyznawał jedną tylko zasadę: można śpiewać, śmiać się czy krzyczeć ale… cicho. Śpiewać cicho… :-). Do końca w okolicy domku towarzyszył nam jednoosobowy słoneczny patrol. W czwartek oczekiwaliśmy -apokalipsy- wizyty Pepela, który z powodów zawodowych mógł zostać z nami tylko i wyłącznie na jedną noc. To, że był krótko nie oznaczało, że będzie słabo pamiętany z tego zlotu ;-). Dlaczego? Ano po standardowym obchodzie, czyli morze, obiadek na mieście i sklep spożywczy ponownie skupiliśmy się na integracji w domku. Polo TV na zmianę z ESKA TV, do tego trochę „paliwa” i zaczęliśmy wdrażać pewien (nie)głupi pomysł mojego autorstwa ;-). Jak się okazało maszynka do włosów + troszkę „piwka” daje niezłe efekty. W solidarności z Tybetem czy tam już nie wiem czym ;-) ogoliliśmy głowy na milimetr. Jeden miał więcej do zgolenia, inny mniej ;-), ale jak wszyscy to wszyscy. Fani Newcastle są jednością! To bardzo pozytywny wniosek z tej nie do końca przemyślanej decyzji o goleniu :-). W piątek rano obudziliśmy się i… wyrzuciliśmy swoje szampony do włosów do śmietnika. Nie no żart. Wszyscy wyglądali podobnie, ale nie było dramatu. W piątek zrobiliśmy mały piknik przed domkiem. Ogólnie było gwarno, bo wszystkie domki były pełne. Niestety po 22-giej znów dał znać o sobie strażnik Texasu, który pojawiał się i znikał w różnych miejscach na terenie ośrodka. Oczywiście nie obyło się bez jego wykładów jak to przeszkadzamy sąsiadom, którzy… sami imprezują w domkach obok. Paranoja, ale Wielki Brat widział to inaczej ;-). W sobotę udaliśmy się na wybory Bursztynowej Miss Polski ;-). Każdy miał swojego faworyta, ale i tak wygrała kandydatka, która dzień wcześniej była w pokoju u pana Stanisława ;-). Co on w niej widział?… Następnie w spokoju spędziliśmy wieczór, by w niedzielę rano rozjechać sie do domów. Dla mnie to nie był koniec atrakcji wyjazdowych. Razem z chłopakami z Wrocławia pojechałem na Dolny Śląsk i ostatecznie po blisko 13-tu godzinach w trasie wylądowałem w… Zgorzelcu :-).

Dzięki wszystkim za przyjazd na zlot. Choć było nas mało to pokazaliśmy, że zloty nic nie straciły na swej atrakcyjności i jakości. Dobra zabawa to podstawa :-).

Division Warsaw on Tour!

Dodaj komentarz