Teraz już wiem, że mój artykuł zasłużył na zwycięstwo w konkursie „PS”. Marne to pocieszenie, ale może niektórzy przejrzą na oczy i spojrzą inaczej na Siwego, bo ile można wspominać to 5 miejsce, wygraną z Chelsea w Londynie i wspaniałe wyczyny tego… bleeeeeeeeeee… Papisika. To już nie powtórzy się (za kadencji Siwego na milion procent) a Siwy niestety zakończył ten sezon meczami ze Spurs i Manchesterem Utd na wyjeździe (Siwy pewnie dodałby jeszcze, że transfer Kebaba zdewastował jego taktykę i wszystkie przedsezonowe przygotowania). On już swoje zrobił (przynajmniej tak uważa), czyli utrzymał zespół w lidze. To był jego cel i bardzo niewiele brakuje do realizacji tego wielkiego przedsięwzięcia. Dzisiejszy mecz był podsumowaniem tego jak chce grać Siwy w tym sezonie… Cały czas ten dziad Papiss, Hatem na ławie, Anita nie wiadomo co robi na placu, Willow kryje samego siebie, do tego jakieś Dameciki, klan Ameobich i wyniki są jakie są. Co dalej? Na szczęście przerwa od rozgrywek ligowych i łudzenie się na jakiś marny remis z Villą. Przegrać 0:4 ze słabym Tottenhamem (bo oni strzelili nam tak naprawdę jedną bramkę) to już jakiś sabotaż piłkarzy przeciwko Siwemu. Tak się teraz zastanawiam, że oni chyba specjalnie tak wszystko wpierdalają, aby tylko dać pretekst do pozbycia się siwej pały. No nie wierzę, że cały czas słuchają Siwego i potem tak grają jakby nie mieli jaj. Gdybym wiedział co mnie czeka w tym meczu to wolałbym włączyć sobie tvp1 i popatrzeć na bajeczkę pt. „Pearl Harbor” i całkiem przyjemną facjatę Kate Beckinsale (i nie tylko ;-P) a nie na zdziwioną gębę Siwego z wyrazem twarzy pytającym: co jest, kurwa, przecież w listopadzie udawało się… Taa, udawało się, ale do czasu… Siwy! Co? 04 zgłoś się!!!