Spotkanie z niebieską zarazą oglądaliśmy – tak jak było to zaplanowane – w Bradley’u. Frekwencja z naszej strony niestety słaba. Pojawili się jedynie Eljot, Woody i ja. Fanów Chelshit ok. dziesięciu. Po raz kolejny byliśmy świadkami jak wspaniałe taktyczne roszady Siwego wpływają na zespół. Zespół miał być ponoć wypoczęty, w Grecji grały głównie ogóry a efekt tego? Pozwolę sobie zacytować Croucha z nufc.pl: „ledwo zremisowaliśmy z jakimiś greckimi amatorami a później Chelsea nas właściwie deklasuje (może wynik nie jest deklasacją, ale styl gry z całą pewnością)” Dokładnie! Nie chodzi o sam wynik meczu z Chelsea, bo nie co roku wygrywa się w Londynie, ale gra? Gdzie ten wypoczęty zespół? Byliśmy tylko statystami i tłem dla grającej Chelsea. O panu Simpsonie lepiej już nic nie pisać. Grał tylko do tyłu, a wręcz na pamięć z Krulem 😉 albo do najbliższego. Swojego rodzaju zaskoczeniem było to, że Siwy też nie wytrzymał tego gówna w wykonaniu pana D.S. i postanowił go zdjąć. Czyżby Siwy zaczął rozumieć, co nie funkcjonuje w tej drużynie? Okaże się…

tym razem to kibice niebieskiej zarazy mieli okazje do radości ze zwycięstwa. No cóż. Oni mają trenera my nie. Czasem robi to różnicę…