Tag: Shola Ameobi

Morecambe 0:2 Newcastle. Padliny ciąg dalszy!

„Chujowo, ale stabilnie”. Tak skomentował poczynania Newcastle na boisku „Krewetek” Eljot. Trudno nie zgodzić się z tymi słowami. Mecz szczypał w oczy. Uwierał niczym za małe buty z przeceny w Ambrze. Kolejny pokaz antyfutbolu za nami. Bardzo niewiele brakowało, żeby „Krewetki” zrobiły z nami to, co zwykł robić Eljot, gdy ktoś proponuje mu szybki challenge ;-). Dzięki Goslingowi nie przegrywaliśmy już po pierwszej połowie różnicą 2 bramek. W zasadzie to były jedyne momenty kiedy było widać tego całego Goslinga. W 2 połowie miałem wrażenie, że chłopaczyna zamiast być na boisku (celowo napisałem „być”, bo do grania w piłkę to brakuje mu jeszcze baaaardzo dużo) to wybrał się na wybrzeże, aby kutrem wypłynąć na morze na połowy… krewetek. Jednak to nie jedyna „gwiazda” tego meczu. Na oddzielne słowa „podziękowania” zasłużyli tego wieczoru bracia Ameobi, Goody, Dummetty, Ellioty czy the one and only – Debuchaj. Pan pomazaniec wyraźnie obniżył loty od kiedy jego dziewczyna Cabaja zbuntowała się i chce zmienić otoczenie. W związku burzliwie. Czy Debuchaj rozstanie się ze swoją kochanicą? A może domino pójdzie śladami panny Cabaje i też zrobi nam wielką przysługę i przestanie kopać się w czoło w Newcastle? Któż to wie… Zostały tylko 3 dni na wyjaśnienie tej zagadki! O Siwym to szkoda nawet napisać jedno zdanie. Latał debil z notesikiem, coś tam pisał a po bramkach zachowywał się jakby wygrał przynajmniej Puchar Anglii. Baran!

Morecambe 0:2 Newcastle

Morecambe

frekwencja dopisała na meczu

DSC_0672

pierwszy komentarz po losowaniu? Wariat: jebać Leeds! ;-)


Glasgow Rangers 1:1 Newcastle United

Glasgow Rangers

Kolejny sparing, który nie napawa optymizmem. Wystarczy spojrzeć na ten skrót meczu. Liga coraz bliżej a dupę ratują nam Sammy oraz Shola ;-)

Glasgow Rangers – Newcastle United 1:1 (Sammy do Sholi i mamy 1:1…)


Najlepsi napastnicy Newcastle United ostatniego 20-lecia

Shearer

Fani Newcastle United zawsze kochali swoich napastników. Kto nie miał w pokoju nad łóżkiem plakatu Andy’ego Cole’a z zagranicznych pism o piłce nożnej? Kto nie czuł wkurwienia gdy ten sam Cole odchodził do Manchesteru? Kto jebał Carrolla na każdym kroku i dziękował niebiosom, gdy Liverpool zechciał tego pazia odkupić i to za ogromne pieniądze? Wszyscy (oczywiście ci, co pamiętają)! Pisząc całkiem uczciwie pierwsze miejsce w rankingu nie jest żadną niespodzianką, natomiast kolejne pozycje to już dobry pretekst do dyskusji. Na potrzeby stworzenia tego rankingu zostały wzięte pod uwagę takie czynniki, jak: liczba strzelonych bramek, relacje z fanami czy ogólna charyzma. Zapraszam do lektury!

5. Andy Carroll (2006-2011)
Zaczynamy od kontrowersyjnego wyboru. Andy Carroll naz zawsze będzie kojarzony z transferem do Liverpoolu (zapewne dzięki kwocie, która wchodziła w grę). Z bohatera (o ile ktoś miał o nim taką opinię) stał się obiektem nienawiści. Swego czasu był najlepszym strzelcem Newcastle i największym zagrożeniem dla bramkarzy rywali. Po spadku do Championship zdobył dla „Srok” 19 bramek we wszystkich rozgrywkach walnie przyczyniając się do efektownego powrotu Newcastle do elity piłki angielskiej. Po powrocie do Premier League Carroll nie zwalniał tempa, czego efektem był m.in. hat-trick w meczu z Aston Villą. Andy – bohater miejscowej ludności, chłopak z sąsiedztwa miał wszystkie atuty, żeby pozostać „9”-tką na lata. Niestety pół roku później przywdziewał już czerwony trykot… Od czasu przeprowadzki na Anfield jego notowania systematycznie spadały i jego przygoda z Liverpoolem dość „niespodziewanie” dobiegła końca. Czy West Ham pozwoli mu wrócić do formy, którą cieszył kibiców na SJP? Wątpliwe. W grę wchodzi również powrót Carrolla na stare śmieci, do miejsca, gdzie wychowywał się jako młody chłopak. Czy jednak fani wybaczą Carrollowi odejście z klubu? To zapewne indywidualna sprawa każdego kibica Newcastle United. Ja wtedy zawsze powtarzam sobie przysłowie z rzeką i wchodzeniem do niej… :-)

4. Les Ferdinand (1995-1997)
Kolejny na liście to Les Ferdinand, który pomimo krótkiego okresu na SJP jest zawsze ciepło witany przez fanów i cieszy się statusem ikony. W pierwszym sezonie w samych rozgrywkach ligowych zdobył dla „Srok” 25 bramek, dzięki czemu walka o koronę mistrzowską trwała do samego końca. Do tej pory każdy z nas ma duży niedosyt, że mistrzostwo powędrowało ostatecznie do Manchesteru. W kolejnym sezonie wraz z Alanem Shearer’em stworzył zabójczy atak, ale pomimo to drugi raz tytuł sprzed nosa sprzątnął nam Manchester United… Zaskakująco szybki i do bólu skuteczny Les zdobył dla „Srok” 41 goli w 68 meczach. Kto wie jak potoczyłyby się losy klubu, gdyby atak Shearer-Ferdinand przetrwał na dłużej? Ja nie wiem, ale i tak byłoby zajebiście :-).

3. Faustino Asprilla (1996-1998)
Jedna z najbardziej szalonych postaci w historii Newcastle. Choć stosunek bramek do meczów nie powala na kolana to i tak Faustino zawsze cieszy się ogromnym szacunkiem wśród wszystkich fanów Newcastle. W rozgrywkach krajowych był w cieniu duetu Shearer-Ferdinand za to w europejskich pucharach pokazywał swoje niebanalne możliwośći w pełnej krasie. Znak firmowy? Mecz z Barceloną w Lidze Mistrzów i wspaniała wygrana 3:2 po 3 bramkach popularnej „Ośmiornicy”. Do dziś każdy pamięta firmowe salta i niezwykle ekspresyjne okazywanie radości po każdej z bramek. Również życie pozaboiskowe było w jego wykonaniu bardzo intensywne, co z pewnością mógłby potwierdzić menedżer Kenny Dalglish. Zawsze mile widziany i ceniony na SJP.

2. Andy Cole (1993-1995)
Andy w epoce „przed Shearer’em” był prawdziwą maszynką do strzelania bramek w Newcastle. 12 goli w 12 pierwszych meczach zwiastowało jedno – na SJP pojawił się nowy idol kibiców. Łącznie dla Newcastle zdobył 68 bramek w zaledwie 85 meczach. To ciągle najlepszy współczynnik bramek do meczów w historii Newcastle United. Szacunek. Niestety piękna przygoda ze „Srokami” skończyła się w połowie sezonu 1994/95. Dla wielu to był prawdziwy szok. Ponownie na drodze Newcastle stanął… Manchester United. Jego kariera w „Czerwonych Diabłach” dalej rozwijała się bardzo dobrze a apogeum było końcowe zwycięstwo w Lidze Mistrzów w sezonie 1998/99. Jedynie szkoda, że w kadrze jego potencjał nie został wykorzystany w 100%. 15 spotkań w reprezentacji Anglii i jedna bramka to bardzo mierny wynik jak na takiego piłkarza…

1. Alan Shearer (1996-2006)
Kogoś zaskoczył taki wybór? :-). 206 bramek dla Newcastle – to mówi wszystko. Najlepszy strzelec w historii klubu, ikona, ambasador klubu, któremu powinno stawiać się pomniki i nazywać trybuny na SJP. Przechodząc do Newcastle z mistrza Anglii Blackburn Rovers ustanowił nowy rekord pod względem wartości transferu. Jedynie żal, że niczego wielkiego z Newcastle nie wygrał, choć zasłużył na to jak nikt inny. Na zawsze będzie szanowany przez kibiców za to, że potrafił odmówić samemu Manchesterowi United (ile jeszcze razy ten pieprzony klub stanie nam na drodze?…) a dokładnie sir Alexowi. Wraz z zakończeniem kariery przez Shearer’a zakończyła się pewna epoka w Newcastle. Choć od tamtego momentu mięło już parę lat to do dzisiaj nie doczekaliśmy się napastnika, który mógłby choć w minimalnym stopniu nawiązać do blasku Shearer’a… A miałem takiego jednego kandydata na myśli – oczywiście Dembusia, ale wybrał inną drogę kariery i pozostaje nam dalej patrzeć na „wyczyny” Papissa czy Sholera.

PS. Przy okazji przepraszam wszystkich fanów kolejnej legendy Newcastle – Sholi Ameobi’ego za to, że nie znalazł się w zestawieniu. Myślę, że jeszcze parę bramek i spokojnie wskoczy do piątki :-)


Będzie trudno wygrać zakład z Ameobi’m…

Niestety pierwszy mecz Shola ma za sobą, ale robi to co zwykle, czyli gra w koszykówkę marnuje okazje do strzelenia bramki. Będzie niezwykle ciężko wygrać zakład z RiQ (więcej o nim TUTAJ), ale mam jeszcze 29 szans ;-).

 

cały Shola…