Tag: wyjazd

Wyjazd na Liverpool – info zbiorcze

wylot_mecz

Jak wiemy mecz Newcastle – Liverpool jest 1.11.2014 o 13:45 (transmisja w TV, więc niczego już raczej nie zmienią). Do tego czasu Siwego wyjebią z klubu w podskokach już nie będzie, więc spokojnie można planować wyjazd na ten mecz.

Przeszukałem wiele opcji, setki lotów, przejazdów pociągowych i sytuacja wygląda tak (pamiętajmy, że ceny cały czas się zmieniają i podane opcje mogą być szybko nieaktualne):

wylot: 31.10.2014 Kraków -> Newcastle

powrót 3.11.2014 Newcastle -> Kraków

cena: 525 PLN

Dosyć klarowna opcja, bez jebania się po Wyspach pociągami itd. Do ceny należy doliczyć przejazd z/do Krakowa. Powrotny samolot planowo ma być 19:15 w Krakowie. Ostatni pociąg do Warszawy (IC) jest o 20:20. Mamy zatem 65 minut na transfer na dworzec. Jak nie wypali kolejka to można złapać jakiegoś busa. Pełno tam amatorów szybkiego zarobku na turystach ;-)

Alternatywa powrotu (lot do Newcastle to dobra opcja i kosztuje 236 PLN). Możemy wrócić w niedzielę (co pozwala zaoszczędzić urlopu w poniedziałek).

2.11.2014 pociąg: Newcastle -> Liverpool (30 funtów ~160 PLN)

Liverpool – Warszawa Okęcie (112 PLN)

cena: 236 + 272 = 508 PLN

Można połazić trochę po Liverpoolu (zobaczyć stadiony) i jesteśmy w Warszawie około północy. Okęcie to dodatkowy atut. Każdy (z Warszawy) ma w miarę blisko. Bus z Liverpoolu na lotnisko to ok. 20 minut, więc nie jest źle. Myślę, że druga opcja jest OK, ale wtedy mamy tylko sobotę na zakupy a trzeba pamiętać, że w sobotę też jest mecz.

Czekam na wasze opinie!

Oczywiście jeszcze potrzebny jest member. Jeden na dwie osoby, ale to wydatek obowiązkowy i nic na to nie poradzimy.

EDIT:wybraliśmy opcję nr 2, czyli lot Kraków-Newcastle i powrót: Newcastle-Liverpool, Liverpool-Warszawa. Kto jest chętny na wyjazd niech korzysta z tej opcji. Ceny wyszły rozsądne. Za całość niecałe 500 zł.


Toon Army Poland na Schalke Cup!

schalke-cup

Wyjazd do Gelsenkirchen na Schalke Cup jest już dla nas historią. Choć był to tylko towarzyski turniej to mimo wszystko warto było zobaczyć „Sroki” w akcji. Dla niektórych z nas była to pierwsza okazja do obejrzenia zwycięskiego meczu Newcastle United na żywo.

Na turniej wyjechaliśmy autem w piątek wieczorem w składzie: Bartek, Eljot (Kiki?, Jarhead?), Woody, Łukasz oraz ja. Podróż – trzeba przyznać szczerze – nie należała do lekkich. Kilometry z każdą godziną wydłużały się niemiłosiernie, więc postanowiliśmy zrobić mały skok w bok i odwiedzić stolicę Niemiec – Berlin. To nic, że było jakoś około 3 w nocy. Lepsze to niż ciągła jazda samochodem po autostradzie ;-). Spojrzeliśmy na Bramę Brandenburską, siedzibę pani Merkel oraz stadion olimpijski – arenę Igrzysk z 1936 roku. Stadion delikatnie mówiąc nie zauroczył. Byliśmy zdziwieni, że na tym czymś zorganizowano finał Mistrzostw Świata 8 lat temu. Stadion chyba zatrzymał się w epoce obiektów typu naszego bazaru „Europa”. Oczywiście mówimy o wyglądzie z zewnątrz, w środku nocy, w słabym oświetleniu. Warunki nie były „optimal” jakby to powiedział Eljot vel „Kiki” ;-).

Berlin36-2

tak wyglądał stadion w 1936 roku…

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

… a tak w nocy z 1 na 2.08.2014 – oczywiście tego brzydkiego symbolu na prawej kolumnie już nie ma!

Przez wizytę w Berlinie na miejscu byliśmy nieco później niż zakładaliśmy – dokładnie w sobotę rano. Od razu udaliśmy się pod Veltins Arenę w celu zakupienia biletów na turniej, ale okazało się, że nie jest to prosta sprawa. Nikt nie wiedział gdzie będą sprzedawane bilety a i dogadać się za bardzo nie szło… Nie pomogło nawet Eljotowe „ich heisse Kiki”. Zatem nie pozostało nam nic innego jak udać się do naszej miejscówki do Dortmundu, żeby następnie wrócić do Gelsenkirchen przed rozpoczęciem turnieju. Druga próba zdobycia wejściówek zakończyła się powodzeniem. Okazało się, że bilety na sektory stojące (sektor Newcastle umiejscowiony był w dużej części w sektorze gości na Veltins Arenie) to koszt 13 euro. Oczywiście zakupiliśmy najtańsze bilety, żeby potem… zasiąść sobie w sektorze z krzesełkami ;-).

DSC_0147

bilety na turniej Schalke Cup – miejsca stojące, sektor gości

Przed kasami spotkaliśmy jeszcze 2(!) fanów z Polski: Josepha oraz Pana „Roberta” i razem w składzie 7-osobowym zobaczyliśmy pierwszy mecz. Przed meczem zdążyliśmy rozwiesić nasze flagi (otrzymaliśmy sygnały z Polski, że są widoczne w relacji TV) i mogliśmy skupić się na turnieju.

nufc-malaga

nasze flagi było doskonale widać w TV – było TAP oraz Robson

Zaczęło się… hmm… dosyć typowo jak na Newcastle. Do przerwy 0:3 z Malagą. Zmęczeni podróżą nawet nie mieliśmy siły zdenerwować się na Siwego za taki stan rzeczy. No może wyjątkiem był Woody, który poświęcił kilka ciekawych zdań panu pracującemu w Newcastle na etacie „menedżera” (swoją drogą ile jeszcze ten wakat będzie trwał?!). Po przerwie honor „Srok” uratował nadspodziewaniedobrze grający Globus (drugiego dnia również wyróżniał się na placu). Pech polegał na tym, że w momencie bramki dla Newcastle stałem… w kolejce po piwo :-/. Niby były tam telewizory z relacją meczową, ale najpierw usłyszałem dużą radość a potem (jakieś 10 sekund później) bramkę Obertana. Ciekawa relacja live… Jechać 1100 kilometrów i obejrzeć jedyną bramkę dla Newcastle z Malagą w TV – bezcenne :-D.

sektor stojący dla fanów Newcastle – w prawym dolnym rogu głośnym śpiewem wspierają „Sroki” Pan „Robert” i Joseph

Na boisku emocje zakończyły się dla nas już po 45 minutach, ale za to a trybunach było dosyć ciekawie. Ktoś mądry posadził grupy kibiców Newcastle oraz West Hamu na jednej trybunie za bramką a za bufor robiły dwie tasiemki oraz kilku stewardów będących tam dla zachowania pozorów bezpieczeństwa. Efekt nie mógł być inny niż mniejsze lub większe konfrontacje (należy dodać, iż po stadionie Schalke można spacerować sobie z piwkiem i nie ma żadnych zakazów z tym związanych). West Ham zwędził jedną flagę kibicom Newcastle, ale jak się okazało dzień później została ona… zwrócona (w Polsce panują trochę inne obyczaje jeśli chodzi o krojenie barw ;-D). Ogólnie niemieccy stróże prawa nie do końca zdawali sobie sprawę z klimatów panujących na Wyspach. Może oni – podobnie jak Tusk i spółka – również wyszli z założenia, że „tam to sobie już poradzili z chuliganami za czasów pani Margaret Thatcher”… Po naszym meczu byliśmy świadkami bezbarwnego pojedynku gospodarzy z Młotami. Mecz wynudził nas niemiłosiernie a o wygranej zadecydowały karne. O dziwo wygrali je wyspiarze.

W niedzielę powtórzyliśmy manewr z biletami i ponownie za 13 euro znaleźliśmy się na stadionie. Tym razem policja lepiej przygotowała się do separacji zwaśnionych grup kibiców choć do ideału było daleko ;-). Na stadionie odnalazł się Adonis – największa zguba sobotnich wydarzeń. Tego dnia już nie miał do „ogarnięcia tematów” i mógł z nami spokojnie obejrzeć mecze. Finalnie było nas ośmiu. W pierwszym meczu Malaga zapewniła sobie zwycięstwo w turnieju pokonując West Ham 2:0. Ostatni mecz turnieju to pojedynek Newcastle z Schalke. Po bramkach nowych nabytków prowadziliśmy 3:0 a Schalke było w stanie odpowiedzieć tylko jednym trafieniem. Dzięki temu „Sroki” zajęły drugie miejsce w turnieju prezentując momentami całkiem przyjemny futbol. Zobaczyć zwycięskie Newcastle? Uczucie nieznane mi od… 2010 roku ;-). Po turnieju poszliśmy na pożegnalne piwko z chłopakami z Gdańska i można było powoli zbierać się do powrotu. W stolicy ponownie zameldowaliśmy się…  po 8 rano w poniedziałek. Byliśmy jak zombie… To był szalony weekend, ale było warto!

Podziękowania dla tych co byli! Miało być nas 20-tu a wyszło jak wyszło. To już chyba tradycja (smutna niestety). Szczególne podziękowania dla Łukasza – naszego kierowcy – za pewną i bezpieczną jazdę oraz szybki transport do Polski z niedzieli na poniedziałek. Do następnego!

Division Warsaw on Tour 2014


Pamiętacie to jeszcze? ;-)

swoją drogą ciekawe komentarze słychać na filmiku w języku polskim ;-)
 


XI zjazd fanów Newcastle United

Ustka 2013

Może zbyt szumnie brzmi słowo „zjazd”, ale nie ulega wątpliwości, że kolejne spotkanie fanów Newcastle – tym razem w Ustce – przeszło do historii. Atrakcji nie brakowało. Kto był ten z pewnością nie żałuje tych kilku dni nad polskim morzem :-).

Od początku mieliśmy sporo problemów ze zlotem datowanym na 2013 rok. Najpierw długo nie było miejscówki a gdy już się znalazła (dzięki Eljot – to Twoja zasługa!) to powstały cyrki z (nie)chętnymi do zlotu. O ile rozgrzeszam tych, co z braku konkretów zaplanowali sobie długi, sierpniowy weekend to zupełnie nie rozumiem takich, co nie pojechali, bo było… mało chętnych. No bez was niechętni było nas jeszcze mniej, ale nie takie już problemy fani Newcastle pokonywali. Skoro musimy od 3 lat oglądać parszywą, siwą mordę na ławce trenerskiej to inne problemy wydają się bardzo znikome :-D.

Z Eljotem ruszyliśmy pociągiem już we wtorek późnym wieczorem. Jak zwykle w takich przypadkach Eljot zadbał o odpowiedni nastrój w pociągu, więc nudno nie było. W Bydgoszczy dołączył do nas RiQ i we 3 dotarliśmy do Słupska, gdzie czekali na nas kibice z Wrocławia. Podróż wymęczyła nas trochę. Nie da się tego ukryć (no ale z Eljotem człowiek ma prawo się zmęczyć…). Kolejny etap podróży to PKS do Ustki i szukanie naszego „pensjonatu”. Niestety pogoda zrobiła nam niemiłą niespodziankę i zlot zaczął się od niemałego deszczu. Po wypoczynku w domku wybraliśmy się nad morze. Trasa do pokonania nie była krótka, ale jak już człowiek ma tak blisko to i te kilkanaście minut spaceru nie robiło wrażenia. Wzburzone morze, silny wiatr to nie były warunki do kontemplowania nadmorskich uroków, więc szybko zmyliśmy się do domu, aby -coś polać- obejrzeć mecz Polski. Polska wygrała, więc w dobrych nastrojach kontynuowaliśmy świetną zabawę w domku. Było sporo przebojów polskiej muzyki disco, ale dopiero, gdy zabrzmiał „Weselny klimat” impreza osiągnęła swoje apogeum. W okolicach domku pojawił się strażnik Texasu, który wyznawał jedną tylko zasadę: można śpiewać, śmiać się czy krzyczeć ale… cicho. Śpiewać cicho… :-). Do końca w okolicy domku towarzyszył nam jednoosobowy słoneczny patrol. W czwartek oczekiwaliśmy -apokalipsy- wizyty Pepela, który z powodów zawodowych mógł zostać z nami tylko i wyłącznie na jedną noc. To, że był krótko nie oznaczało, że będzie słabo pamiętany z tego zlotu ;-). Dlaczego? Ano po standardowym obchodzie, czyli morze, obiadek na mieście i sklep spożywczy ponownie skupiliśmy się na integracji w domku. Polo TV na zmianę z ESKA TV, do tego trochę „paliwa” i zaczęliśmy wdrażać pewien (nie)głupi pomysł mojego autorstwa ;-). Jak się okazało maszynka do włosów + troszkę „piwka” daje niezłe efekty. W solidarności z Tybetem czy tam już nie wiem czym ;-) ogoliliśmy głowy na milimetr. Jeden miał więcej do zgolenia, inny mniej ;-), ale jak wszyscy to wszyscy. Fani Newcastle są jednością! To bardzo pozytywny wniosek z tej nie do końca przemyślanej decyzji o goleniu :-). W piątek rano obudziliśmy się i… wyrzuciliśmy swoje szampony do włosów do śmietnika. Nie no żart. Wszyscy wyglądali podobnie, ale nie było dramatu. W piątek zrobiliśmy mały piknik przed domkiem. Ogólnie było gwarno, bo wszystkie domki były pełne. Niestety po 22-giej znów dał znać o sobie strażnik Texasu, który pojawiał się i znikał w różnych miejscach na terenie ośrodka. Oczywiście nie obyło się bez jego wykładów jak to przeszkadzamy sąsiadom, którzy… sami imprezują w domkach obok. Paranoja, ale Wielki Brat widział to inaczej ;-). W sobotę udaliśmy się na wybory Bursztynowej Miss Polski ;-). Każdy miał swojego faworyta, ale i tak wygrała kandydatka, która dzień wcześniej była w pokoju u pana Stanisława ;-). Co on w niej widział?… Następnie w spokoju spędziliśmy wieczór, by w niedzielę rano rozjechać sie do domów. Dla mnie to nie był koniec atrakcji wyjazdowych. Razem z chłopakami z Wrocławia pojechałem na Dolny Śląsk i ostatecznie po blisko 13-tu godzinach w trasie wylądowałem w… Zgorzelcu :-).

Dzięki wszystkim za przyjazd na zlot. Choć było nas mało to pokazaliśmy, że zloty nic nie straciły na swej atrakcyjności i jakości. Dobra zabawa to podstawa :-).

Division Warsaw on Tour!