Anży

No i co? Gdzie ta wygrana tej całej Macharadżyczaczkały? 0-0 dobry wynik. Mówiłem wczoraj, że będzie remis i tak też się stało. Za tydzień wygrywamy i cały misterny plan też w pizdu jak to mówił klasyk… Meczyk obejrzeliśmy w Tortilli, ale że była wczesna pora, więc postanowiliśmy opróżnić zapasy Szatana zobaczyć mecz tssssssssssSpurs. Wpadliśmy zatem do kebabika i zaczęliśmy ucztę. Nie obyło się bez jedzonka dla Bartusia i głośnych rozmów przy piwku ;-). Ale jak mógł skończyć się wieczór, gdy jednocześnie obok siebie byli Szatan i Wariat :-). Doborowe towarzystwo. Wataha – rzekł Szatan idąc do akademika po małe co nieco ;-). Wieczór zdecydowanie na plus! Piękny sen o tryumfie w Lidze Europejskiej wciąż trwa! I niech trwa aż do samego Amsterdamu. Ja już sprawdzam bilety na samolot. Nie może przecież zabraknąć tam watahy spod znaku DW :-).