Solina 2012 okiem DW :-)

Kolejny zlot za nami :-)  Zapewne jeszcze każdy czuje w kościach zlotowe przeprawy przez tamę i nocne zlotowiczów „rozmowy”, ale już teraz ze spokojem można uznać nasz wypad do Soliny za niezwykle udany.

Duża część grupy (DW i ekipa Toruń) spotkała się już w poniedziałkowy wieczór w Warszawie, żeby wspólnie ruszyć polskim busem do Rzeszowa. Podróż – mimo, że długa – umilana była różnymi trunkami. W Rzeszowie stawiliśmy się o 5 rano. Tutaj mieliśmy 3-godzinny postój, więc po dokonaniu zapasów i zjedzeniu pseudo-śniadania udaliśmy się w kolejną podróż tym razem do miejsca docelowego – Soliny. Niewiele ponad 100 km pokonaliśmy w oszałamiającym tempie 3 godzin. Do tej pory zastanawiam się, czy kierowca używał innego biegu niż jedynka i dwójka :-) Na miejscu dobiła do nas ekipa z Lublina plus Skorpion oraz pozostali uczestnicy zlotu, czyli Wrocław, Marcin oraz Łukasz (fajnie, że wpadłeś mimo iż w sumie nie miałeś urlopu i byłeś bardziej przejazdem na jeden dzień). Po 2 dniach dotarł do nas niezawodny Pepel, który urządził sobie prawdziwy trip przez całą Polskę [co potwierdziły jego stopy, gdy uwolnił je ze swoich butów :-)].

miejsce naszej zbiórki w Warszawie :-)

Pierwszej (baaardzo długiej nocy) rozmawialiśmy o bieżących sprawach dotyczących klubu oraz o problemach związanych z działalnością grupy Toon Army Poland. W sumie ustaliliśmy tyle, że stowarzyszenie w obecnej sytuacji nie jest najlepszym pomysłem, bo i co tu zakładać jak na zlot przyjeżdża 14 osób a więc brakowało jednej osoby do spełnienia fundamentalnego obowiązku założenia stowarzyszenia przez 15 osób. Do tego doszły inne kwestie, jak kierunek działania takiego tworu, czy też ustalenie na początek z klubem, czy robi im jakąś różnicę współpraca z grupą formalną czy też nie, o ile zależy im na jakiejkolwiek współpracy…

pierwsza noc stała pod znakiem integracji…

… kolejne też przebiegały wręcz w rodzinnej atmosferze :-)

Generalnie sama Solina oprócz posiadania robiącej wrażenie tamy nie oferuje zbyt wiele. Co krok to knajpy z jedzeniem, świeże rybki, zapiekanki, gofry, kebaby z sosem chińskim oraz wszechobecny pchli targ z przysłowiowym mydłem i powidłem. Sprzedaje się tam wszystko, co ma wyryte, wyszyte, czy wyhaftowane na sobie słowo „Solina”. Dlatego też każdy (no może oprócz mnie i Eljota – nam wystarczyły „Trudne sprawy” i „Dlaczego ja” w TV) szukał innych atrakcji typu – zdobycie Tarnicy czy też popływanie łajbą po jeziorze. Zdobycie szczytu – z relacji chłopaków – było nie lada wyzwaniem, szczególnie bez odpowiedniego obuwia na sobie. Jednak udało się i flaga dumnie powiewała na szczycie najwyższego wzniesienia polskich Bieszczad :-) Brawo! [szczególnie, że podobno Bielik już krążył nad głowami, co jak już każdy wie kończy się w najlepszym wypadku niemałym wydziobaniem ;-) ].

Wieczory mijały nam ogólnie rzecz biorąc tak jak opisane na początku pierwsze wieczorne spotkanie w Solinie. Spotykaliśmy się w jednym z pokoi – zawsze najmocniej zapraszała nas grupa z Lublina ;-) – i piliśmy ulubione trunki, co jakiś okraszając sobie spotkanie jakimś niewybrednym żartem. Myślę, że nowi zlotowicze szybko zauważyli, że nasza grupa stanowi dość specyficzną zgraję, ale też dosyć szybko wkomponowali się w całą resztę. Trzeba liczyć, że jeszcze nie raz będą mieli okazje spotkać na swoim szlaku Toon Army Poland.

Powrót do domów został wyznaczony w sobotni poranek. Po śniadaniu i grupowym zdjęciu w centralnym miejscu tamy pożegnaliśmy Skorpiona oraz ekipę z Lublina i w okrojonym składzie ruszyliśmy super szybkim PKSem do Rzeszowa. Podróż niespodziewanie umiliły nam koleżanki Marcina ;-). Przynajmniej jakoś dało wytrzymać się te 3 godziny podróży i znowu zawitaliśmy do Rzeszowa. Po konsumpcji obiadu na rynku (swoją drogą bardzo kameralne, ale też tętniące życiem miejsce) udaliśmy się do lokalu, w którym mieliśmy przyjemność obejrzeć spotkanie ze Spurs na inaugurację kolejnego sezonu Premier League. Z grupy wykruszył się Wrocław, który wracał pociągiem do siebie, ale za to na sam mecz dotarł do nas Gibek ze swoim przyjacielem (dzięki za przybycie! mam nadzieję, że podobało się samo spotkanie, jak i atmosfera, którą tworzy Toon Army Poland!). Mecz był bardzo emocjonujący, jak zwykle ponarzekaliśmy na srebrnowłosego coacha „Srok” oraz kilku naszych „ulubieńców”. Koniec końców spotkanie wygrało Newcastle 2-1 i w wyśmienitych humorach udaliśmy się na rynek w Rzeszowie opić ten sukces! Zwycięskie piwo smakowało równie dobrze, co polecany przez Marcina miejscowy kebab – zarówno z trocinami jak i bez! ;-) Jeszcze przed północą zapakowaliśmy się do polskiego busa (DW, ekipa Toruń oraz Pepel) w długą podróż do stolicy, w której ostatecznie zameldowaliśmy się niewiele po piątej rano w niedzielę… Na dworcu odstawiliśmy chłopaków do kolejnych autokarów – odpowiednio do Gdańska i Torunia i mogliśmy udać się do domów na zasłużony odpoczynek po tym intensywnym wyjeździe do Soliny! Krótko mówiąc: wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej! ;-)

Rzeszów przyniósł nam szczęście! Newcastle – Tottenham 2:1 a do tego pan Siwy na trybunach. Czego chcieć więcej?

PS. Pozdrowienia dla wszystkich obecnych! Nieważne, czy był to jeden, pięć dni, czy tylko przyjście do pubu na mecz ze Spurs! Wszak liczy się każda obecność! Zatem do następnego!

PS 2. Oddzielne pozdrowienia dla Bielika za oszczędzenie nam ostatnich kłaków na głowie ;-)

Division Warsaw On Tour 2012

Divsion Warsaw On Tour!

Kolejny wyjazd powoli staje się faktem. Ostatnie rzeczy pakowane do torby, ostatnie spojrzenie na służbowy telefon i można wypowiedzieć jedno z piękniejszych słów, jakie człowiek wymyślił: URLOP :-) Osobiście ciesze się, że już kolejny rok mogę wyjeżdżać i odpoczywać w gronie dobrych znajomych spod szyldu Toon Army Poland, mimo, że ktoś tam w internecie chce nas podzielić na lepszych i gorszych. Ja jadę i się tego nie wstydzę! Płaczki (choć tu nasuwa mi się inne, mocniejsze słowo) w internecie niech płaczą dalej, obrażają nas itd. My tym razem jedziemy „licytować się” do Soliny. OGIEŃ !!!

PS. Najlepszego! z okazji wczorajszych urodzin dla Woody’ego :-) No i najlepszego dla Alana! Oby za szybko nie wrócił na naszą ławkę trenerską. Z całym szacunkiem oczywiście dla niego :-)

Zloty – komu są nie na rękę?…

W zasadzie godziny dzielą nas od wyjazdu na kolejny zlot kibiców Newcastle United. Niestety niepokoją mnie sygnały docierające z „najlepszej i jedynej” strony NUFC.PL.  Nie wiem dlaczego osoby wyraziście przedstawiające swoje poglądy są tam niemile widziane. Nie wspominając już o haśle: „Pardew Out”, które u kilku osób wywołuje opryszczkę narządów płciowych! Co to za czasy, że nie można napisać, że coś mi się może nie podobać w trenerze, kilku piłkarzach, działaczach?! Użycie kilku mocniejszych słów kończy się kwiatkami w stylu:

sycylijczyk
I Teraz pytanie.
Jak można jechać na zlot z taką bandą szczeniaków

Fan Michaela
sycylijczyk jak moga jechac na zlot ludzie, ktorzy ciesza sie jak Newcastle przegrywa.

MUCHA
bo w byciu kibicem NUFC najwazniejsze sa zloty. Nie jezdzisz chujowo kibicujesz…

sycylijczyk
MUCHA a co ty myślałeś od paru lat to samo, zamiast zachęcać do zlotów to jest typowe zniechęcanie. Bo jesteś cwelem pedałem jebanym internetowym napinaczem bo nie ma Cie na zlocie. I nie masz prawa nazywać sie kibicem PARDEW OUT i huj ma być cisza inaczej jesteś cwelem.

borys
Ty go straszysz czy ja jeszcze nie wytrzezwialem:-D???
i teraz pomysl jak to zniechceca potencjalnych nowych zlotowiczow:-)

Nie wiem po co to wprowadzanie psychozy strachu? Tworzenie sztucznych podziałów? Napiszesz coś nie po myśli większości to od razu jest odzew. Aha! Jeździsz na zloty? To teraz napiszę, że nie warto tam jeździć, bo tam same chamstwo, wywyższanie się i licytowanie na zasługi. Nie wiem po co używane są argumenty typu: jeździsz na zlot i uważasz się za lepszego? Ja też mam pisać siedzisz w domu, szczekasz dupą i uważasz się za kozaka? Do czego to ma prowadzić? Myślałem, że zloty są dla każdego, kto ma ochotę i czas posiedzieć z innymi kibicami Newcastle. Jednak skoro na „jedynym i słusznym” forum robi się takim zjazdom czarny pijar, że piją, że palą a do tego gwałcą i palą okoliczne wioski to jak ktokolwiek może się skusić na taki wyjazd? Dziwnym trafem ten, kto mimo wszystko zaryzykuje i przyjedzie potem nie może nadziwić się jak to wszystko przedstawiane jest przez osoby, co w dupie były itd… Zapewne po Solinie będzie podobnie! A do krzykaczy mam jeden komunikat: tak, tak, będziemy tam pić na umór, palić wszystko, co się da a Pardew od nas usłyszy tyle, że osiwieje mu ostatni włos! :-) Do zobaczenia niebawem!

Przed nami zjazd!

Już w poniedziałek późnym wieczorem wyjeżdżamy na kolejny – dziesiąty już – zjazd kibiców Newcastle United! Liczymy na dobrą zabawę tym razem w Solinie. Oczekujcie relacji na naszej stronie :-) Nie będzie żadnej cenzury, czekania na akceptację „naczelnego”! Tutaj my rządzimy i my ustalamy zasady. A zasada jest jedna: jeśli chcesz coś powiedzieć to powiedz to! Nikt cię tu nie zbanuje za swoje poglądy!

Howay The Lads!